Nowy światowy doradca ds. raka piersi, dr Ebele Mbanugo: Bieg po lekarstwo w Afryce
Nigdy nie zapomnę lata 2007 roku. Byłam w ciąży z moim pierwszym dzieckiem, a moja starsza siostra planowała swój ślub. Jednak nasze zaabsorbowanie naszymi ważnymi życiowymi zmianami zatrzymało się, kiedy w czerwcu 2007 roku moja mama przyszła do mnie i mojej siostry, aby powiedzieć nam, że znalazła guzek w swojej piersi. Natychmiast sparaliżował nas strach, ponieważ wcześniej w tym miesiącu, dwie z naszych ciotek właśnie zdiagnozowano raka, jak również: jedna ciotka z rakiem piersi, a druga ciotka z rakiem jelita grubego. Byliśmy zakłopotani, dlaczego teraz? Dlaczego wszystkie trzy? Mimo, że byliśmy zdezorientowani i przestraszeni, staraliśmy się zachować optymizm, odrzucić to, jakby przypadek mojej mamy był inny, ale po cichu wiedzieliśmy, że to rak piersi.
Moja starsza siostra, "Czyniący" w rodzinie, nie traciła czasu i umówiła moją mamę na badania przesiewowe. W końcu zdiagnozowano u niej raka piersi w I stadium. Pamiętam, jak weszłam do poczekalni z moją mamą w dniu, w którym postawiono jej diagnozę. Ona, zawsze będąca dla nas filarem siły, wyglądała na małą i przestraszoną, ponieważ wiedziała, co powie lekarz. Kiedy przekazali nam wieści, załamała się w gabinecie lekarskim, a potem natychmiast przeniosła swój gniew na moją siostrę i na mnie. Była zła, że uświadomiliśmy ją o raku. Chciała, według jej słów, "po prostu nie obudzić się pewnego dnia". Lekarz poprawił ją i powiedział: "Jeśli ma pani mieć jakiegokolwiek raka, to właśnie tego. Znaleźliśmy go wcześnie i możemy go leczyć". Sześć tygodni chemioterapii, a następnie naświetlania, było ciężką walką, ale ostatecznie wyszła z niej bez szwanku.
Dopiero w grudniu 2008 roku byłem w stanie zrozumieć skalę tego, co spotkało moją rodzinę i jakie mieliśmy szczęście. U mojej ciotki, u której zdiagnozowano raka jelita grubego w tym samym miesiącu, w którym u mojej matki zdiagnozowano raka piersi, nastąpił zwrot ku gorszemu. Jej rak rozprzestrzenił się i po próbach leczenia go przez ostatni rok, lekarz powiedział jej synowi, że powinien zabrać matkę do domu, aby mogła spędzić swoje ostatnie Boże Narodzenie wśród rodziny. Moja ciotka odeszła 18 stycznia 2009 roku.
Zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby lekarze kazali mojemu rodzeństwu i mnie zabrać mamę do domu, żeby mogła spędzić swoje ostatnie święta w domu? Przeszedł mnie dreszcz na tę myśl i szybko wymazałem ją z pamięci. Postanowiłam, że kiedy wrócę do Stanów, wypiszę czek dla Fundacji Susan G. Komen, aby pokazać, jak bardzo jestem wdzięczna, ponieważ pomogli w leczeniu mojej mamy, ale jakiś głos wewnątrz mnie powiedział: "Nie zawsze chodzi o wypisanie czeku, czasami trzeba trochę pobrudzić sobie ręce". Zdecydowałam, że zorganizuję bieg, podobny do tego, który organizuje SGK, w Lagos, w Nigerii.
Postanowiłam w myślach, że przekażę dochód z biegu Fundacji Susan G. Komen, ale ten sam głos powiedział mi: "Jak zamierzasz zbierać pieniądze w Nigerii dla Stanów Zjednoczonych, kiedy jest tak wiele osób, które desperacko potrzebują pomocy właśnie tutaj". Wtedy zdecydowałam, że w 2009 roku w Lagos, w Nigerii, rozpocznę bieg świadomości raka piersi. Ten bieg uświadomienia przerodził się w Run For a Cure Africa. Każdy rok spędzony z naszą mamą był błogosławieństwem. W końcu jej rak powrócił i dał przerzuty do mózgu. Walczyła długo i ciężko i odeszła do domu, aby odpocząć 8 stycznia 2016 roku. Ale ona żyje dalej w tej organizacji.
